Kłamczucha| E. Lockhart

 

Nie miałam wobec tej książki nie wiadomo jak wysokich oczekiwań, ale liczyłam że będzie  chociaż dobra. Niestety, zawiodłam się.

Kłamczucha jest napisana w niecodzienny sposób, ma odwróconą chronologię. Plusem jest to, że mimo takiej narracji nie czuje się zagubienia w przedstawionej opowieści. Co wiąże się z tym, iż Lockhart nie przyłożyła się zbytnio do kreacji bohaterów. Przez sam tytuł książki idzie przewidzieć bardzo dużo rzeczy. Nie ma tu zbytnio żadnego elementu zaskoczenia.

Postacie są bardzo płaskie i słabo rozbudowane. Główna bohaterka, Jule jest najbardziej egoistyczną osobą, z którą miałam do czynienia w książkach (chociaż każdy jest ogromnym egoistą w tej książce, ale to swoją drogą). Myśli jedynie o sobie i o tym jak najłatwiej osiągnąć to co chce. Jest również strasznie denerwująca. Pod koniec książki już tak bardzo jej miałam dość, że chciałam jej nie doczytać do końca. Za to Imogen jest po prostu głupia. Nie idzie tego inaczej określić. Robiła wszystko bardzo bezmyślnie i była typowym rozpieszczonym dzieckiem. Jej również miałam dość. Tak samo rzecz ma się z Brooke i Forrestem. Te wszystkie osoby były tak mocno skupione jedynie na sobie, że było to aż nierealne. To właśnie to czego najbardziej brakuje tej powieści. Realności.

Czytało mi się tę książkę naprawdę mozolnie, niby jest w niej jakaś akcja, ale ja jej nie zauważyłam. Styl autorki zdecydowanie nie przypadł mi do gustu. Książka skojarzyła mi się trochę z Czasami kłamię, ale nie dorasta ona nawet jej do pięt. Miał to być thriller psychologiczny, wyszedł nieudolnie napisana nudnawa powieść młodzieżowa. To nie tak że ta książka jest najgorszą książką którą czytałam, bo to by oznaczało że wywołała we mnie jakieś emocje. A takowych nie była. Ta książka po prostu jest mi obojętna. Podczas jej czytania czułam jedynie irytację. Czy polecam? Niezbyt, może to książka po prostu nie dla mnie, ale z innych recenzji wywnioskowałam że nie tylko ja daleka jestem od zachwytu nad nią.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

zaczytanego!

agata

 

 

Dalila | Jason Donald

Spodziewałam się bardzo dobrej książki, niestety nie spełniła moich oczekiwań.

Historię mamy opowiedzianą przez główną bohaterkę, Dalilę. Nie wiem co w sumie mam tutaj napisać. Fabuła wydawała się być ciekawa do pewnego momentu, później książka mi się trochę dłużyła i czytałam ją aż trzy dni. Nie była za bardzo wciągająca, akcji albo było mało, albo wcale. Chociaż źle powiedziałam, była akcja, ale przedstawiona w taki bezuczuciowy sposób, że czułam jakby w ogóle jej nie było.

Dobrze za to był przedstawiony wątek imigracji. Naprawdę mnie poruszył.

 

Główna bohaterka, Dalila, jej jedną z najbardziej denerwujących bohaterek jakie spotkałam. Nie wiem czemu, po prostu wkurzała mnie ona i jej zachowanie. Bardzo często było głupie, oraz denerwujące. Sytuacja była podobna z Ma’azą. Za to bardzo polubiłam Dawida, był naprawdę cudownym bohaterem, dobrze wykreowanym. Poboczne postacie zostały słabo wykreowane, mało o nich wiemy. Większośc była mi obojętna.

Może się po mojej opinii wydawać, że źle oceniam te książkę, lecz tak nie jest! Planowałam dać książce ocenę na goodreads 2/5 gwiazdek, ale po skończeniu dałam 3,5/5 gwiazdek. Dlaczego moja ocena tak się podwyższyła? Bo zakończenie uratowało całą książkę. Stanowiło uwieńczenie całej historii Dalili, nie wyobrażam sobie innego zakończenia tej książki. To było idealne i jedyne słuszne, prawdziwe zakończenie. Nie spodziewałam się tego po autorze, mimo że miałam nadzieję iż tak zakończy się ta powieść.

Czy polecam? W ostatecznym rozrachunku tak. Mimo, iż Dalila jest niezmiernie denerwującą bohaterką to jej straszna historia jest zdecydowanie warta poznania.

Za możliwość przeczytania oraz zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

To, co zostawiła | Ellen Marie Wiseman

Pisałam już chyba, że uwielbia jak narracja jest poprowadzona z kilku punktów widzenia i gdy wydarzenia u poszczególnych bohaterów nie odbywają się w tym samym czasie co u drugich. Chyba. Jeśli nie pisałam, to teraz piszę.

Dwie dziewczyny.

Dwie historie.

Książka szczególnie zaintrygowała mnie przedstawieniem szpitala psychiatrycznego w tamtych czasach. Byłam ciekawa, jak pokazała to autorka. Zainteresowała mnie również historia Clary, oraz okładka. Okładka jest cudowna, wspaniale nawiązuje do treści książki.

Bohaterowie są dobrze rozbudowani, czujemy ich emocje i przeżywamy książkę razem z nimi. Polubiłam obie bohaterki, zarówno Izzy jak i Clara są wykreowane bardzo realistyczne. Pobocznych bohaterów autorka również nie potraktowała po macoszemu, chociaż według mnie, minusem są przybrani rodzice Izzy, których powinniśmy o wiele lepiej poznać. Nie przypadła mi do gustu również postać Ethana, ponieważ wątek z nim był jednym ze schematycznych wątków typowo z młodzieżówek. Tak samo jak postać Shannon, była również bardzo schematyczna, tak samo jak u Ethana, była to postać typowo z młodzieżówki.

Książka wciąga, akcja jest, mimo że początek książki trochę mi się dłużył. Od powieści nie idzie się oderwać, zaskakuje nagłymi zwrotami akcji, a końcówka jest bardzo zadziwiająca. Jak już pisałam, bohaterowie są dobrze wykreowani, przynajmniej większość. Pokochałam sposób pisania Wiseman, i jeśli zostaną wydane w Polsce inne jej powieści, na pewno po nie sięgnę. Okładka naprawdę zachęca do sięgnięcia po książkę, pasuje do książki. Bardzo się cieszę, że wydawnictwo nie wydało książki w oryginalnej oprawie, ponieważ kompletnie nie pasuje do treści, oraz jest po prostu brzydka.

Czy polecam? Jak najbardziej! Mimo drobnych minusów, naprawdę warto sięgnąć po tę historię, nie zawiedziecie się!

Za możliwość przeczytania oraz zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Droga do domu Yaa Gyasi

Dwie siostry.

Dwie rodziny.

Dwie historie.

Dwa wisiorki.

Nie spodziewałam się takiej dobrej książki. Spodziewałam się czegoś dobrego, ale nie aż tak.

Historia jest opowiedziana z punktów widzenia. Każdy rozdział widzimy z perspektywy coraz to innych postaci. Jest to przeprowadzone w bardzo interesujący sposób, i nie mam ma pojęcia, jak udała się pewna rzecz autorce. Mimo, że każdego z bohaterów mam tylko przez 30-40 stron, to i tak się z każdym zżyłam. Każdego z nich poznałam, niektórych darzę większą, a niektórych mniejszą sympatią. Na początku nie wiedziałam, że w taki sposób jest to poprowadzone, i spodziewałam się jednego, dwóch punktów widzenia, więc bardzo mnie to zaskoczyło.

A teraz moja osobista opinia.

Książka wciąga. I to bardzo.

Bohaterowie są świetnie wykreowani, widać że autorka ma wspaniały warsztat literacki. Pomysł na fabułę został bardzo ciekawie wykorzystany. Akcja jest rozbudowana w świetny sposób, co sprawia, że od książki nie można się oderwać. Po przeczytaniu pięciu stron spojrzałam na siostrę i powiedziałam jej, że ta książka będzie genialna. Miałam rację.  Gdy zajrzałam na skrzydełko książki, to zobaczyłam, że jest to debiut Yii Gyasi. Byłam w szoku. Jest to jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy, debiut jaki czytałam. Wiem, że praktycznie przez cały post tylko o tym trąbię, ale jestem zachwycona tą  powieścią. Warto wspomnieć, o cudownej okładce, i gdy na nią patrzę, odzywa się we mnie moja wewnętrzna sroka okładkowa. ❤

Czy polecam?

Zdecydowanie, naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję. Nie zawiedziecie się. Z całego serca polecam. 

Za możliwość przeczytania oraz zrecenzowania dziękuje Wydawnictwu Literackiemu. 

zaczytanego! 

agata

Przedpremierowo- Ocalałe Riley Sager

Ocalałe są silne.

To, że żyją jest cudem.

Są trzy. Lub były.

Wątpię, żeby gdzieś pojawiała się jakaś negatywna recenzja tej książki. Otwarte wydało kolejny fenomenalny thriller (o Lokatorce przeczytacie tutaj ). Wydanie książki również  przypadło mi do gustu, pasuje do treści książki. Ale nie o tym mowa.

Tradycyjnie, zacznę od bohaterów.

Omówię tylko dwóch bohaterów. Czemu? Ponieważ przy omawianiu reszty bohaterów, ciężko by mi było Wam czegokolwiek nie zaspojlerować, a tego bym chciała uniknąć. Zacznę od Quincy. Uwielbiam ją. To jak starała się sobie poradzić, mimo tych wszystkich przeciwności losu, było cudowne, i świadczy jak bardzo była silna psychicznie. Jest na prawdę wspaniale wykreowaną bohaterką. Jeszcze Jeff. Kocham go tak bardzo, jest taki cudowny. Jest opiekuńczy, to jak troszczył się cały czas o Quincy jest przeurocze, i podczas czytania scen, w których się pojawiał (a przynajmniej większości) miałam banana na twarzy.

Fabuła jest interesująca, wciąga. I to bardzo wciąga. Wszystko jest ciekawie poprowadzone, szczególnie przypadło mi do gustu, to w jaki sposób jest poprowadzona narracja. W powiedzmy trzech rozdziałach mamy Quincy i czas teraźniejszy, a następny rozdział to wspomnienie z Pine Cottage. Nie spodziewałam się takiego zakończenia, rozdział wcześniej myślałam, że już wszystko rozgryzłam, aż tu nagle książka śmieje mi się w twarz i okazuje się, że jest zupełnie inaczej niż podejrzewałam. Proszę, niech Wydawnictwo Otwarte wydaje więcej thrillerów! Bo te co wydali, dotychczas, były świetne.

Podsumowując, książka jest świetna! Trafia do moich ulubionych książek, oraz na górę mojej dotychczasowej top dziesiątki tego roku. Czy polecam? Jak najbardziej. Premiera 27 wrześnie, tego dnia musicie pędzić do księgarni, żeby jak najszybciej sięgnąć po tę genialną powieść.

Za możliwość przeczytanie i zrecenzowania książki przedpremierowo dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

Lokatorka JP Delaney

Są takie książki, o których od razu wiemy, że będą dobre. To jest jedna z tych książek.
Idealne mieszkanie

Wymarzona Lokatorka

Doskonała zbrodnia

Nie widziałam jeszcze żadnej negatywnej recenzji tej książki. Wydawnictwo Otwarte jak zwykle wydało genialną powieść. Lokatorki wydanie, również bardzo mi przypadło do gustu. Idealnie pasuje do wnętrza książki.

Książka wciąga. I to bardzo. Akcja nas pochłania, chcemy odkryć co się będzie działo dalej. Choć czasami, się domyślałam co będzie dalej, to i tak byłam ciekawa jak autor to rozegra. Im dalej w to wszystko brniemy, tym bardziej wszystko jest zagmatwane. Dopiero pod koniec wszystko zaczyna się łączyć. Autor zastosował tu jedną z moich ulubionych rzeczy- dwa punkty widzenia.

A teraz moja osobista opinia.

Zacznę od bohaterów. Obie główne bohaterki przypadły mi do gustu, ale  wolę Emmę. Nie wiem czemu, może jakoś łatwiej było mi wszystko „zobaczyć” z jej perspektywy. Jane też jest spoko, tylko przez większość książki to taka ciepła klucha. Simon… O Simonie nie będę pisać, bo mam bardzo mieszane uczucia co do niego. Ale wiem jedno. Nienawidzę Edwarda Monkforda! NIENAWIDZĘ. I tu wcale nie chodzi o to co zrobił, po prostu od początku go nie lubię i z czasem coraz bardziej pogłębiałam się w nienawiści do tej postaci. Wszyscy w tej książce wzbudzili we  mnie bardzo dużo emocji i widać, że Delaney umie kreować znakomitych bohaterów.

Fabuła również jest interesująca, chyba już wspominałam, że książka wciąga. Wątki są ciekawie poprowadzone, o niczym nie wiemy, czy to prawda, czy też nie. Autor trzyma nas w niepewności i zadaje nam cios za ciosem. Zakończenie totalnie mnie znokautowało i powaliło. Trochę się tego domyślałam, ale nie sądziłam, że będzie to poprowadzone w taki sposób. Nie sięgam zazwyczaj po ten gatunek literacki, ale chyba się to zmieni.

Dobra, teraz trochę moich emocji.

Czy polecam? Jak najbardziej! Kocham tę książkę! (książka o jednej żywej a drugiej nie musi być super) Przeczytajcie, nie zawiedziecie się. Trafia do moich ulubionych książek.\

Za możliwość przeczytania i zrecenzowanie tej książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

 

Historia Pszczół Maja Lunde

Kolejna recenzja kolejnej cudownej książki. Bo mogę.

Trzy kontynenty

Trzy postacie

Trzy punkty widzenia

Trzy historie

Historia pszczół to cudowna opowieść. Tak po prostu.

Od zawsze pszczoły wydawały mi się… nudne. Nie ciekawe. Nie wiem czego się spodziewałam po tej książce. Naprawdę. Na pewno, czegoś innego niż dostałam. To, co dostałam, przerosło moje oczekiwania milion razy. 

Historia jest opowiedziana z trzech punktów widzenia. Kobiety, Tao w roku 2098 i dwóch mężczyzn- Georga w 2007 i Williama w 1857. Ten zabieg literacki daje genialny efekt, o wiele lepszy, niż gdyby akcja działa się w tym samym czasie. Jestem bardzo zdziwiona, ponieważ nie miałam czegoś takiego, że jak najszybciej chciałam przebrnąć przez rozdział jakiegoś bohatera, by dojść do innej postaci. 

A teraz moja osobista opinia. 

Książka wciąga. Cholernie wciąga. 

Zacznę od bohaterów. Są cudowni! Polubiłam Tao, Georga i Williama. Pokochałam Kuana. Nie polubiłam Edmunda. Jak widać, postacie te wzbudziły we mnie wiele emocji. Bohaterowie są dobrze rozbudowani. Nie są płascy ani przerysowani. Nie są sztuczni. Wzbudzają w nas emocje. Razem z nimi płakałam i się śmiałam. Rozpaczałam. Czułam wstyd. Bardzo się w nich wczułam. 

Fabuła jest poprowadzona w świetny sposób. Na końcu wszystko nabiera większego sensu i się ze sobą łączy. Autorka rozbudowała akcję w świetny sposób, co sprawia, że od „Historii Pszczół” nie można się oderwać. Jest to jak najbardziej na plus. Mówiąc szczerze, nie znalazłam żadnego minusa w tej powieści. Ona jest po prosu dobra. I to bardzo dobra. 

Czy polecam? Tak! To genialna opowieść! Maja Lunde naprawdę jest wspaniałą pisarką. Musicie to przeczytać! Jak najbardziej polecam. 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania bardzo dziękuje Wydawnictwu Literackiemu. 


 Co sądzicie o tej recenzji?

zaczytanego 

agata

Słońce też jest gwiazdą Nicola Yoon

Oglądam teraz nędzników więc cały czas będę ryczeć i zapraszam was na recenzję.

Nie wiedziałam czego mam się spodziewać po tej książce. Na jednej z grup na facebooku ktoś napisał, że jest średnia. A ja miałam nadzieję na bardzo dobrą książkę i po tym zaczęłam sobie myśleć, że będzie słaba. Słusznie miałam nadzieję na bardzo dobrą książkę. Bo takie właśnie jest Słońce też jest gwiazdą, autorstwa Nicoli Yoon. A to jest recenzja tej książki.

Jest sobie Natasha. Jest nielegalną imigrantką z Jamajki przebywającą w USA. Przez głupi wybryk jej ojca, następnego dnia mają zostać deportowani. Natasha stara się zrobić wszystko, by zostać w USA.

Jest sobie Daniel. Ma rodziców Koreańczyków. Nigdy mu niczego nie brakowało. Zawsze jego brat był tym najlepszym, dostał się do Harvardu. Tylko że wyrzucono go. Cała presja przeszła na Daniela. Rodzice karzą mu iść do Yale. Daniel chce zostać poetą.

Czy coś może ich połączyć?

Natasha wierzy w naukę. Daniel w pierwszą miłość.

Czy jest możliwe zakochać się w ciągu jednego dnia? Za pomocą nauki?

Tego i jeszcze więcej dowiecie się czytając tę książkę.

A teraz trochę o moich osobistych odczuciach, co do tej książki.

Druga książka tej autorki, „Ponad wszystko” mówi nam jedną ważną rzecz. Życie to dar. Ta książka mówi nam, że nie warto tracić nadziei. Nie należy się poddawać. To ty decydujesz o swoim życiu. Odnosi się to do obojga bohaterów. Każdy z nich ma swoje lęki i marzenia. Natasha nie dopuszcza do siebie marzeń. Daniel nimi żyje. Tradycyjnie, zacznę od bohaterów.

Mamy narrację z perspektywy dwóch punktów widzenia. Czasami mamy rozdział z perspektywy np. Samuela Kingsleya lub ojca Daniela. Czasami otrzymujemy suche fakty. Stop! Miałam mówić (a raczej pisać) o bohaterach!

Bohaterowie są bardzo dopracowani. Autorka nikogo nie potraktowała po macoszemu, za co ma u mnie ogromny plus. Nawet poboczne postacie mają rozbudowaną historię. Ale skupmy się na Tashy i Danielu. Uwielbiam Natashę. Jest naprawdę cudowna. Chciałabym mieć taką przyjaciółkę. A jak ja mówię, że chciałabym mieć taką przyjaciółkę, to znaczy, że jest to naprawdę wspaniała postać. Za to Daniel.. Kocham go! W tej książce nie ma osoby, której nie darzyłabym sympatią. Tak, dobrze przeczytaliście. Lubie nawet Charlesa. Polubiłam go w chwili gdy się dowiedziałam dlaczego jest taki… jaki jest.

Fabuła również bardzo przypadła mi do gustu, zaciekawiła mnie. Akcja przez dziewięćdziesiąt procent książki rozgrywa się w jeden dzień. Uwielbiam, jak jest coś w tym stylu zastosowane w książkach. Nie wiem czemu, ale to bardziej pozwala wczuć się w opowieść.

Podsumowując, czy polecam tę książkę? Tak! Naprawdę jedna z najlepszych młodzieżówek jakie czytałam. Cudowna książka. Na tyle okładki była porównana do „Eleonory i Parka” pewnie dlatego, że Daniel jest Koreańczykiem, ale mieli rację. Obie książki kocham! Jak najbardziej polecam!

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

Chyba kupię tę książkę na rozdanie. ☺️

 

zaczytanego!

agata

Projekt Królowa, Dominika Rosik

Zapraszam Was na bardzo chaotyczną recenzję, joł.

Ja od początku wiedziałam, że ta książka mi się spodoba. I miałam rację. Wciągnęła mnie po 20 stronach. Ta książka jest po prostu CHOLERNIE DOBRA.

Bardzo lubię, jak autorzy wychodzą poza schematy, tworzą coś nowego, coś swojego. Tak jest i w przypadku pani Dominiki Rosik. Na początku mi się wydawało, że będzie to coś w stylu Więźnia Labiryntu, Igrzysk Śmierci, ale na szczęście nie jest. Ale już przestaję odchodzić od tematu.

Autorka ma talent do tworzenia wspaniałych bohaterów, których nie sposób nie polubić (bądź pokochać). MATT TO MÓJ MĄŻ. I stał się cud! Główna bohaterka mnie nie wkurza, ani nie denerwuje! Uwielbiam Emily. Uwielbiam Georga. Uwielbiam Katię. Kocham Matta. Nie przepadam za Alexandrem. Resztę uwielbiam. Uwielbiam tę książkę. Każdy z bohaterów jest inny, niepowtarzalny, nie wiemy czy oni grają, czy są tacy na prawdę. Czy można zakochać się w bohaterze, o którym nie wiemy prawie nic, oprócz paru przelotnych wspomnień, zresztą nie wiemy czy są prawdą? Można. Naprawdę.  

Książka jest rozbudowana w bardzo interesujący sposób, jest akcja. I to bardzo wciągająca akcja. Historia jest opowiedziana z perspektywy trzech osób- Emily, Matthew i Alexandra. Daje nam to spojrzenie na myśli innych osób, a nie tylko głównej bohaterki. Poznajemy ich domysły, co do tego czemu i jak znaleźli się w eksperymencie. Okazuje się, że każdy z nich skrywa jakieś tajemnice. Nawet ci wyglądający na najmniej niebezpiecznych, mogą być tymi, przed którymi trzeba się strzec. Tak naprawdę nie wiemy czy cokolwiek jest prawdą. Poznajemy wspomnienia bohaterów, tylko jest jeden problem. Możliwe, że zostały umieszczone w ich głowach przez doktora Stone’a, autora całego eksperymentu, żeby zmylić bohaterów, jak i nas- czytelników. Nawet ktoś nam najbliższy może się okazać naszym największym wrogiem… 

Książka wciąga, autorka pomiata czytelnikiem, trzymając go w niepewności. Jest w niej wszystko, czego potrzeba dobrej książce. Jak najbardziej polecam i będę ją wszędzie polecać, bo ta książka zasługuje na większy rozgłos. 

I czas na pytanie do autorki. Kiedy kolejny tom? Nie mogę się doczekać. 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki bardzo dziękuję autorce, Dominice Rosik. 

następny post to chyba będzie recenzja słońce też jest gwiazdą. 

zaczytanego! 

agata

23:52

Jest 23:52. Nie mam pojęcia co piszę. Moje palce same przesuwają się po klawiaturze. Ten post będzie o wszystkim. I o niczym. Miałam pisać jakąś recenzję, ale nie mogę. Dzisiaj nie czuję tego czegoś co mi podpowiada jak mam pisać recenzję. Cóż, życie.

Już jest 23:54. Jestem sama w domu. Wchodzę na instagrama. Mechanicznie polubiam zdjęcia i czasami zostawiam komentarze. Oglądam relacje. Nie mam co robić. Wiosna Organka leci w tle. Sprawdzam facebooka. Nic nowego. Sprawdzam maila. Nic nowego. Czytam książkę. Pisze ten post.

Jest 23:58. Za chwilę północ. Sprawdzam instagrama. Nic nowego. Sprawdzam facebooka.  Nic nowego. Nie mam z kim rozmawiać.

Jest 00:00. Nie mam pojęcia, po co w ogóle to piszę. Leci Sun Of A Gun.

Jest 00:02. Dobranoc. Nie idę spać. Patrzę na mojego psa i się uśmiecham. Śpi. Z nudów wymyślam sobie jakieś wersy. Zamiast światła wybrał mrok. Zamiast dnia wybrał noc. Zamiast chwały wybrał potępienie.” Podoba mi się. Uśmiecham się.   Sprawdzam youtube.  Nic nowego. Jak zwykle. Uśmiecham się. Wracam do czytania.

Jest 00:08. Zastanawiam się na sama nie wiem czym.

Dalej jest 00:08. Nie będę was męczyć czytaniem tego.

żegnajcie

agata